Przejdź do treści

OLC

czwartek, 12 stycznia 2012

OLC — zdjęcie z wpisu z 12 stycznia 2012

W OLC walczysz nie z przeciwnikiem, tylko z najsłabszym swoim lotem. Możesz się tylko poprawić. Trochę inaczej działa ta tabela. Stąd takie spektakularne skoki.

Generalnie jak jest nisko to latam od pola do pola. Na 50 i 57km na wschód są dwa lotniska, nad którymi ewentualnie odpalałbym silnik.

Lotnisko na 50 km (M40) jest w okolicy jeziorka i kilku górek. Wykorzystałem tam termikę, która powstaje na skalistych częściach górek. Bardzo turbulentna i silna. Noszenie średnie nie jest jednak duże bo ciężko wycentrować. Na tym lotnisku już lądował Benno i okazało się, że farmer jest byłym lotnikiem wojskowym i zawsze bardzo mile gości nieszczęśników którzy zapuścili się na wschód i nie mogli wrócić pod wiatr.

Trzeci punkt okazał się kompletną porażką. Już 135 km od punktu nie wyglądało to ciekawie. Cumulusy jakieś rozwiane i gładkie. Na 101 km od pkt złapałem 2,9 m/s pod jakimś dziwnym nie noszącym szlakiem i postanowiłem wykręcić się na maksa. No i dobrze bo dopiero po 78 km wyleciałem powrotem na słońce i dalej nic. Trzeba zawracać do domu bo pachnie zapoznaniem się z Afrykańską fauną (przy całkowitym braku flory). Noszenie znalazłem dopiero na 269 km od domu. Zabrałem się z 1250 m AGL w 2,4m/s. Jak mówił Jurek Rucz w lataniu trzeba mieć szczęście.

Dalszy lot na wschód byłby stratą czasu, którego nie miałem bo koło Douglasu (na drugim pkt) już mocno padało. Trzeba wiedzieć kiedy zawrócić. (W życiu też)

Ja lubię taką zasadę: Najlepsi przyjaciele lotnika to „zawróć” i „nie leć”.

Dziś pada deszcz od rana. Zasłużony odpoczynek. To dobrze bo dziś piątek i trzynasty. Brrr!

Adam