2 Grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Na odprawę wszedł uśmiechnięty pilot z Niemiec i oświadczył, że dziś nad Lesotho można zrobić 1000 km. Nad zielone Lesotho gdzie latało się tylko turystycznie, tam gdzie góry spotykają się z niebem! Tym bardziej zrozumiały był jego ironiczny uśmiech.
Po obejrzeniu prognozy pogody stwierdziliśmy, że sympatyczny kolega z Niemiec miał rację… trzeba tam lecieć.
Marek wyłożył mi trasę o egzotycznie brzmiących nazwach miast; Gariep X Rd, Mafetang A/F, Vogelstruisf, Gariep X Rd. – płaski trójkąt 783km
Zaciągnął mnie na start, poklepał po ramieniu i oświadczył, że dziś nie leci bo ostatnio prognozy się nie sprawdzają a podstawa chmur będzie niska.
Ok., przede mną tylko Ondrej Dupal z Czech, dolałem wody do butelek szybowcowych (niestety udało znaleźć się tylko jeden typ butelek do których pasuje gwint od poidełka.) i lecę! Udało się znaleźć przyzwoity komin blisko punktu obejściowego ale rzeczywiście podstawa 1100m. Pierwszy komin wykręciłem razem z Klausem na Nimbusie 3T, którego wypatrzyłem na Butterfly’u a potem patichonku, patichonku na Lesotho. Na punkcie chmury były poszarpane i nie spodziewałem się znaleźć tam jakiegokolwiek noszenia, jednak zaraz za punktem ni stąd ni z zowąd 2,2 m/s, na szczęście podstawy się podniosły szkoda, że pod wiatr. W oddali na wschodzie widać jak podstawa chmur gwałtownie opada za górami.
Więc do roboty 390 km pod wiatr 14-19 km/h bez szlaków. Warunki zmienne z dużymi obszarami mniejszych i większych duszeń. Na szczęście obszary duszeń pokrywały się z brakiem chmur, więc można się było na nie przygotować. Ostatnie 35km przeleciałem po jakiś dziwnych kłaczkach tracąc tylko 700m ale co z tego jak nad ziemie miałem tylko 1400m i nie spodziewałem się że cokolwiek podtrzyma powrotem. Biorąc wszystko po drodze przyzwoite 2 m/s znalazłem dopiero na 24km od punktu. A potem 3,2 m/s, 164 km od domu więc luz wykręciłem 2200 nad teren i ognia do domu.
Trasę ukończyłem z prędkością 114km/h ale zamiast metę zrobić 1000m niżej niż start zrobiłem ją 500m wyżej. Postanowiłem polecieć dalej do OLC więc nie chciałem zejść za nisko bo mógł bym się ponownie nie załapać na termikę. W OLC jak wiadomo lata się po warunkach. Dołożyłem trochę ponad 100km Jojo i wyszło 914km z prędkością 114 km/h.
Po wylądowaniu zazdrościłem trochę jak Ondrej Dupal opowiadał o konwergencji, która utworzyła się bliżej gór, pilot z Holandii Walter Frijters (NL) wykorzystał ją i zrobił trójkąt co w OLC jest premiowane 0,3pkt za każdy km po trójkącie FAI.
Podziękowanie dla Marka Szumskiego za dobrze wyłożoną trasę. Marek posiada olbrzymi potencjał trenerski! Na wszelki wypadek nie powiedział mi jak długą trasę mi wyłożył, a ja w swojej naiwności myślałem że jakieś 600km. Nic dziwnego, że dziwnie dłużył mi się ten lot!
Lot: http://www.onlinecontest.org/olc-2.0/gliding/flightinfo.html?flightId=-1370614