160 km bez jednego kółka!
niedziela, 27 listopada 2011
Dzisiejszy lot można by krótko opisać "jazda bez trzymanki"
Na ziemi wiatr jak cholera, powoduje nerwową sytuacje na starcie. Piloci zaciągnęli się rano, ale nie znikający cirrus i alto z nasilającym się wiatrem powoduje, że piloci zaczynają się odstawiać z powrotem pod hangar.
Pierwsi wystartowali Holendrzy na Nimbusie 4DM i kolejno John Couts na swoim JS1 a za nim Dawid na Laku.
Nagle zarządzono oczyszczenie pasa 33 bo zaraz ktoś będzie awaryjnie lądował??? Zepchnięto mój szybowiec na sam początek pasa jeszcze przed zebrą a zaraz potem zobaczyłem tuż nad nim lądującego Laka. Okazało się, że niedoświadczony holownik zaciągnął tego Laka na zawietrzną lotniska a pilot wyczepił się na pozycji z wiatrem na 200m w duszeniu.
Holownik powinien tu mieć doświadczenie falowe.
No, ale nadeszła moja kolej. Już zamknięcie kabinki było wielką przyjemnością. Szybowiec oderwał się w połowie pasa mimo, że był zatankowany pod korek!
Wreszcie spokój i cisza – podśpiewując sobie piosenkę „Ja JAK- istriebitiel”, nauczony doświadczeniem poprzednika postanowiłem sterować zespołem z szybowca :)
Padła więc komenda „straight flight against the wind” – Już zacząłem wątpić w moje doświadczenie falowe ;-) gdy nagle na 300m zobaczyłem na wariometrze 4m/s. Wydałem komendę że tutaj może zrobić parę kółek. Holownik wykonał wojewódzki zakręt i po połowie obrotu mieliśmy już 700m.
Po wyczepieniu szybko się wykręciłem, próba silnika i „rura” na punkt obejściowy R14. Szybko się zorientowałem, że krążenie przy takim wietrze odpada. Wytworzył się wałek burzowy ze śniegiem i piorunami. Od zachodu pas bezchmurnej a w oddali gęsty cirrus i alto. Zacząłem się zastanawiać jaką prędkość dobrać żeby na końcu tego nie wiadomo czego być na maksymalnej wysokości. Lecąc bez krążenia zbliżyłem się do TMA Kimberley, którego ominięcie wydawało się nie możliwe. Zrezygnowałem więc z zaplanowanego Tomy’s Field i postanowiłem zrobić szybkie yoyo. Tak więc powrotem do lotniska i jeszcze raz po tym wałku, który już się rozlał i wytworzyła się chyba jakaś linia zbieżności bo dalej nosiło. Wiatr obrócił się o 90 stopni. Ale największym zaskoczeniem było że różnica kierunku wiatru z wysokością nad lotniskiem była 180 stopni. Jak nic wylądował bym z wiatrem na 28. Aż trzy razy się dopytywałem, czy aby na pewno nakazany przez skądinąd bardzo kompetentną czarnoskórą kierowniczkę lotów, 15 jest prawidłowy.
Łącznie wyszło 586,6 km z prędkością 118 km/h
http://www.onlinecontest.org/olc-2.0/gliding/flightinfo.html?flightId=-432573973